...

Moja pasja-moim okiem.

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

O sprzedaży aut w święta Bożego Narodzenia.

Siedzę w samochodzie postawionym na rynku w Chojnicach nagle podchodzi do mnie miłe małżeństwo. Po 30 minutowej rozmowie decydują się na zakup nowego auta. Z racji świąt łamiemy się opłatkiem z wypieczonym znaczkiem Opla. Tego samego dnia jadą podpisać umowę, obłużyłem wiele takich małżeństw tego dnia,w piękny śnieżny grudniowy sobotni dzień.

Taaak,a teraz pora się obudzić ze snu i opowiedzieć jak jest naprawdę. W dobie narastającego kryzysu, który dotknął także branże w której pracuje nie mogłem sobie pozwolić na siedzenie za biurkiem w firmie. Rzuciłem pomysł dyrektorowi firmy, że pójdę posiedzę w samochodzie jak miałem to w zwyczaju robić i nastąpi sytuacja opisana wyżej. Jak było naprawdę?
Otóż zjawiłem się na miejscu ok 10-tej z kluczykami w ręku od nowitukiej Corsy. Padał deszcz, w aucie było zimno. To jednak najmniejszy problem. Zaniepokoił mnie widok mężczyzny z charakterystycznym grymasem na twarzy... Tak to BYŁ pan od nagłośnienia, który po dwóch minutach spokoju zaatakował moje uszy (i tylne cześci ciała też) głosem Georga Michaela... W przeciągu paru godzin słyszałem 10 razy Last Christmas i pod koniec dnia wiedziałem kiedy George mlaska w piosence na wiodok jakiegos przystojniaka. Po paru godzinach JEST. JEST klient. otwiera z impetem drzwi od samochodu i rzuca pytanie
:- ''EEEEE Panieeee a ile to paaaali?''
- 5,5 litra na stówkę proszę pana. Opowiedziałem uprzejmie ciesząc się, że przyszedł.
-Może pan wejdzie do środka napada panu za kaptur deszcz ze śniegiem?
Pan wolał postać,bo już się nasiedział. Nie przyznałem się, że zawiewa mi na udko, bo przecież jestem profesjonalistą, a nas sprzedawców-profesjonalistów zawiewy na udko nie przejmują.

Dobra, spoko, wszystko będzie dobrze- pomyślałem.
Po kolejnej godzinie JEST! To ON mój target, podąża w moim kierunku, ma nawet aparat, taki ładny, z obiektywem, pomyślałem- ''Stary, chciałbyś mieć takiego jak ten obiektyw''. W momencie gdy skończyłem tyrać w myślach mój target i pomyślałem, ze skoro ma taki fajny aparat to kupi od razu fajniejszą wersję, taką z dywanikami nawet. I to WELUROWYMI- Otworzył drzwi corsy...
I wiecie, co powiedział?
''Panie, wypierdalaj pan spod tej choinki, jak sobie bede chciał Opla to se przyjade do człuchowa, tera chce zdjęcie z choinką, a poza tym mój lanos i tak mniej pali''

Moje marzenia o idealnej sprzedaży legły w gruzach.
Dobra. Przestawie ten samochód, pod stajenkę z Osiołkiem i Maryją z Canpolu. W końcu COŚ nas łączy, więc może przy okazji ogladania osłów dobije targu z jakąś wesołą rodziną. Tak się rozochociłem, że za bardzo popuściłem sprzęgło na wstecznym i z pełną gracją przywaliłem w stajenkę. Z osłem w środku.
No, ale nic. Siedzę. Zaprzyjaźniłem się nawet z tym osłem podczas tej godziny stania pod ''ruszoną'' stajenką. Muszę Wam powiedziec, że fajny z niego chłop. I nim się obejrzałem nadszedł wieczór wigilijny... Zapaliła się pierwsza gwiazdka, na rynku nie było nikogo, no może poza panem z grymasem, który się zwijał wraz ze swoim sprzętem. Ludzie jedli wieczerzę i rozpakowywali prezenty. Stwierdziłem: idę do domu, ja też mam prawo do prezentu od mamy. Podczas gdy chciałem wychodzic w okno marki Pilkington zapukał pan z grymasem.
-''I co frajerze, nic nie sprzedałes?''
-''Taak, pewnie, tylko przestawię samochód i idę...''
-''Tylko mi nie stań na kablu, bo to ostatni jaki mam do zwinięcia, ten wiesz d529s8 z zasileniem dla głosu Michael'a.''
-''Spooooko''.

I wiecie co?
Nigdy nie zapomne widoku mężczyzny próbującego wydostać kabel spod 15-calowego koła Corsy... ;D

Archiwum bloga